pl | en
aktualności


PAWEŁ - aby utrzymać równowagę, trzeba jechać

Nasza firma zatrudnia utalentowanych ludzi o szerokich zainteresowaniach. W tym odcinku naszego cyklu artykułów „Poznajmy się!”, chcielibyśmy przybliżyć sylwetkę Pawła, którego wielką pasją jest kolarstwo.

PAWEŁ - aby utrzymać równowagę, trzeba jechać

Paweł jest operatorem obrabiarek, brygadzistą, pracuje na hali produkcyjnej w Zakładzie w Wadowicach w dziale tokarek. Poniżej przedstawiamy krótki wywiad z naszym bohaterem, w którym opowiada nam o swojej pasji, a także przybliża możliwości produkcyjne naszej firmy.

Jak długo pracujesz w PONAR Wadowice i czym się zajmujesz?

W PONAR Wadowice pracuję z prawie roczną przerwą od marca 2007 roku. Połowę tego czasu spędziłem jako operator na dziale tokarek ciężkich. Później, przez jakiś czas byłem ustawiaczem maszyn na całym obszarze tokarek. Od sześciu lat mam przyjemność być brygadzistą w dziale, który systematycznie się powiększa. W tej chwili zasięg moich działań obejmuje: tokarki lekkie, ciężkie, manualne, szlifierki kłowe i otworowe CNC, a także szlifierki kłowe i bezkłowe manualne. Do tych obszarów dochodzi jeszcze hartownia, ślusarnia, defektoskop, prasa i walcarka.

Pracujemy na maszynach m.in. DMG, STUDER, TAE, piec do obróbki cieplnej SECO itd.

Do moich zadań należy zachowanie ciągłości produkcji przy jak największej efektywności zespołu. Jest to bardzo duży szereg zagadnień zaczynając od stricte technicznych spraw, a kończąc na sprawach personalnych.

Jakie elementy są wykonywane na maszynach oraz w jakich produktach są stosowane?

W naszym dziale wykonujemy bardzo dużo elementów, produkujemy detale do wszystkich naszych produktów.

Co najbardziej lubisz w swojej pracy?

Wydaje mi się, że głównie ciekawe wyzwania i brak rutyny. Pozwólcie, że wyjaśnię: trzonem każdej firmy są ludzie. Nawet mając najlepsze maszyny ktoś musi je obsługiwać. Mamy bardzo silną kadrę doświadczonych operatorów, a także coraz więcej nowych twarzy, którzy poznają zagadnienia Działu Produkcji. I to właśnie pracownicy tworzą atmosferę w firmie. Szanujemy się nawzajem i to jest klucz do porozumienia. 

Ilość tematów jest tak duża, że nie ma dwóch takich samych dni, ba - nawet dwóch identycznych godzin!

Skąd zainteresowanie rowerami? Dlaczego akurat ten sport, a nie np. narty?

Na rowerze jeżdżę od piątego roku życia. Jednak wtedy i przez następne lata służył mi bardziej jako środek transportu do szkoły oddalonej o 2,5 km, niż jako narzędzie do treningu. Zawsze jednak żyłem sportem. Namiętnie oglądałem wydarzenia sportowe, a później naśladowałem swoich idoli aby zaimponować koleżankom i kolegom. Kolarstwo zwróciło moją uwagę, gdy miałem już dostęp do telewizji satelitarnej i godzinami oglądałem transmisje z wielkich wyścigów takich jak „Giro di Italia” czy „Tour de France”. Szczególnie uwielbiałem górskie etapy, gdzie wygrywali najlepsi z najlepszych. A co do nart… mam, jednak od kilku sezonów już nie jeżdżę, żeby nie złapać kontuzji. Muszę tu wspomnieć, że moją drugą wielką pasją są góry i te dwie pasje wzajemnie się przenikają.

Jaki rodzaj kolarstwa uprawiasz?

Zaczynałem od MTB (kolarstwo górskie – przyp. redakcji), potem przyszła szosa i tak już zostało. Choć ostatnio znów wróciłem do kolarstwa górskiego.

Jak wytłumaczyłbyś różnice między kolarstwem amatorskim i profesjonalnym?

Temat jest bardzo złożony i mógłbym o nim mówić godzinami. Profesjonaliści to dla mnie osoby, które z tego sportu żyją. Jest to bardzo ciężka i wymagająca dyscyplina sportu wytrzymałościowego, która zrzesza najlepszych zawodników. Jednak różnica między kolarzami PRO, a amatorami jest w wielu przypadkach bardzo mała, głównie z tego względu, że zwykły śmiertelnik jeśli tylko dysponuje czasem i pieniędzmi, może trenować tak samo jak najlepsi zawodnicy.

Czy to prawda, że za dobry rower wyczynowy można kupić dobry samochód?

Tak, to prawda - choć rozpiętość w cenach jest bardzo duża i każdy może znaleźć coś na swoją kieszeń. Jeśli jednak mówimy o rowerach z górnej półki, najlepsze modele kosztują 60-80 tys. złotych (choć w tym roku pewna włoska firma przekroczyła barierę 100 tysięcy).

Ja mam trochę inny przelicznik: aby zobrazować ile kosztuje „kosmiczna technologia” użyta w rowerach, wyobraźmy sobie samochód w cenie 70 tysięcy i wadze 1.5 tony, czyli kilogram auta wyceniamy na około 50 zł/kg, natomiast rower, który kosztuje tyle samo co wspomniane auto, kosztuje 10 000 zł/kg!

W jakich zawodach brałeś udział i z których jesteś najbardziej dumny?

Na szosie jeżdżę dopiero 8 lat, jednak udało mi się wziąć udział w kilku ciekawych zawodach. Największe sukcesy przyszły wtedy, kiedy odkryłem, że da się zrobić na rowerze więcej niż 100 km w ciągu! Najpierw było 200, potem 300, 400, 500 i doszedłem do 1030 kilometrów za jednym razem. Nie sposób wymienić wszystkich maratonów, w jakich brałem udział, ale wspomnieć na pewno warto: „Tour de Silesia 500 km”, „Małopolska 500 km”, „Maraton Podróżnika 500 km”, „Bałtyk-Bieszczady 1030 km”(2 razy), i wiele innych.

Oczywiście były też klasyczne wyścigi kolarskie, takie jak kultowa „Tatra Road Race”, czy „Tour de Pologne Amatorów”.

Mam na koncie również zakończony sukcesem „Everesting”, czyli wjazd na jednym podjeździe na wysokość 8848 m w ciągu (ten konkretny podjazd trzeba było wyjechać 63 razy!).

Oczywiście najbardziej dumny jestem z tych zawodów, w których stanąłem na podium lub które wygrałem. Zawsze jednak dojazd do mety na tak długich dystansach, często przemoczonym i zmarzniętym na kość już jest wielkim powodem do dumy i motywuje do kolejnych wyzwań.

Największy sukces sportowy? 

Mam nadzieję że jeszcze przede mną!

Co jest najtrudniejsze w tym sporcie?

Zdecydowanie znalezienie czasu, pogodzenie pasji z pracą i obowiązkami rodzinno-domowymi. Bywa i tak, że po drugiej zmianie trzeba zrobić trening w celu nadrobienia zaległości. Dodatkowo, w okresie letnim dochodzą treningi nocne (zwłaszcza w weekendy), aby zaadoptować organizm do jazdy bez snu.

Czy rodzina wspiera Twoją pasję?

Przynajmniej mówią, że tak! (śmiech) Trzeba wielokrotnie iść na kompromis, bo rodzina jest dla mnie najważniejsza!

Jak często i gdzie trenujesz?

Aby utrzymać w miarę wysoki poziom, potrzebuję 5-6 treningów w tygodniu, co daje rocznie 13-14 tys. przejechanych kilometrów i około 170-210 tys. metrów w pionie. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że autem robię 9-10 tysięcy! Mamy wspaniałe warunki do uprawiania kolarstwa. Beskid Mały, Żywiecki czy Makowski to istne eldorado, choć zdażyło się, że jechałem z Wadowic do Gdańska! (śmiech)

Jak pogodzić rowerzystów i kierowców?

Tu niestety nie jest już tak kolorowo. Moim zdaniem, na drogach jest coraz bardziej niebezpiecznie. Przede wszystkim, uczestnikom ruchu często brakuje wyobraźni. Wprawdzie obie strony mają swoje „za uszami”, jednak jadąc samochodem pamiętajmy, że rowerzysta nigdy nie będzie miał szansy w zderzeniu z pojazdem mechanicznym.

Najważniejsze, o co mogę zaapelować to:

  • kierowcy, przy wyprzedzaniu zachowajcie minimum 1,5 m odstępu od rowerzysty,
  • rowerzyści, używajcie kasków, nawet jeśli jest to wyjazd do sklepu za rogiem.

Mnie ten kawałek styropianu na głowie uratował przynajmniej kilka razy!!!

Jakie plany na przyszłość?

Metryki nie oszukam i pomału będę pewnie zwalniał z udziałem w zawodach i zacznę tworzyć projekty związane z wyprawami. Już na ten rok mam kilka pomysłów, ale na razie nie chcę o nich mówić (żeby nie zapeszyć!). Pewnie więcej będę chodził niż jeździł po górach, bo jak mówią, „stara miłość nie rdzewieje”. Jedno jest pewne, rower będzie zawsze gotowy do kolejnego wyjazdu!

 

Galeria

 
 
 
 
 
 

powrót do listy

Pozostałe aktualności

Elementy i układy hydrauliki siłowej

Nasza oferta jest ciągle poszerzana o nowe typy produktów, a dotychczasowe komponenty są modernizowane o nowe odmiany funkcjonalne. Zapisz się do naszego newslettera aby na bieżąco otrzymywać informacje o naszych rozwiązaniach.

Zapisz się do newslettera